czwartek, 23 czerwca 2022

Dlaczego uwielbiamy produkcje o seryjnych mordercach?

Brutalność ich czynów nie zna granic. Zagłębiając się w archiwum najsłynniejszych krwawych zbrodni, często wydaje nam się, że człowiek nie może mieć w sobie więcej zła. Odkrywając szczegóły kolejnych tragicznych wydarzeń uświadamiamy sobie, że potworność ich czynów za każdym razem potrafi zaskoczyć. “Najsłynniejsi” z nich doczekali się osobistych książek, podcastów, filmów czy seriali o swoim życiu prywatnym i popełnionych przestępstwach. Nie są to produkcje dla osób o słabych nerwach. To nie jest fikcja. Ci ludzie naprawdę istnieli, a to wszystko naprawdę się zdarzyło.  

grafika: https://www.thrillist.com/lifestyle/nation/son-of-sam-jeffrey-dahmer-ted-bundy-the-most-notorious-serial-killers-from-every-state
Tematyka mordercza budzi ogromne zainteresowanie. Osobiście również należę do osób niezwykle zainteresowanych tym, co motywuje człowieka do tak zwyrodniałych zbrodni. Jeśli dłużej się nad tym zastanowimy, fascynacja ludźmi, którzy obcinają głowy, bestialsko torturują, a czasem odprawiają upiorne rytuały, może wydawać się nieco dziwna. Natomiast prawdą jest, że ludzie od zawsze interesują się tragediami i chcą nie chcąc, większość z nas lubi zagłębiać się w mroczne historie, o ile nie dotyczą bezpośrednio nas samych bądź kogoś z najbliższego otoczenia.

   Często też zadajemy sobie pytanie, co motywowało tych ludzi do popełnienia zbrodni. Czy byli poczytalni? Zastanawiamy się, czy to ofiary własnej psychiki, czy zwykli bezlitośni mordercy. Taka sytuacja dotyczyła Billy’ego Milligana. Billy co prawda mordercą nie był, ale dopuścił się kilku gwałtów, porwań i napadów z bronią. Po wielu przesłuchaniach przez psychiatrów stwierdzono u niego rozszczepienie osobowości. Oficjalnie uznano, że Milligan ma w sobie 24 różne osobowości. Ta kwestia budzi wątpliwości po dziś dzień. Czy Billy Milligan to ofiara własnej psychiki czy może genialny aktor? Jeśli zaciekawiła was historia Milligana, dokładniej możecie ją poznać oglądając dokument na Netflixie „24 twarze Billy’ego Milligana”.  

grafika:https://www.rottentomatoes.com/tv/monsters_inside_the_24_faces_of_billy_milligan/s01

Ekscytacja tym co przeraża, dotyczy również fanów horrorów. Dlaczego ludzie lubią oglądać filmy wywołujące przerażenie i późniejsze nieprzespane noce? Fani filmów grozy po prostu lubią się bać, a każda produkcja rozpoczynająca się od napisów: „Historia oparta na faktach” czyni film jeszcze bardziej ciekawym. Tematyka kryminalna, w przeciwieństwie do horroru, opiera się na zbrodniach dokonanych przez człowieka. Moim zdaniem właśnie to czyni filmy o seryjnych mordercach o wiele bardziej przerażającymi niż horrory pełne grozy i zjawisk paranormalnych. Fakt, że za to, co się wydarzyło, nie odpowiada żadna upiorna kreatura, ale człowiek. Chociaż można by przysiąc, że tych zbrodni dopuścił się sam diabeł. 

  Eksperci wypowiadają się dość jednoznacznie. Polsko-brytyjski psycholog kryminalny Daniel Boduszek w wywiadzie dla Dziennika Zachodniego opowiedział o tym, dlaczego ludzie lubią oglądać i czytać o seryjnych mordercach: „Ludzie się nudzą w życiu i szukają adrenaliny. Śledzenie spraw wielokrotnych morderców wprowadza do ich codzienności dreszczyk emocji. Ludzie wolą słuchać o tym, że ich koledze się nie powiodło, niż o tym, że odniósł sukces. Myślę, że to tkwi w naturze ludzkiej”. Amerykański kryminolog oraz autor książki „Why we love serial killers?”, Scott Bonn z kolei o fascynacji mordercami, mówi w ten sposób: „Seryjni mordercy ekscytują i fascynują ludzi, podobnie jak wypadki drogowe, pociągowe czy klęski żywiołowe. Ludzie jednocześnie nie chcą patrzeć i nie mogą odwrócić wzroku [...] Fascynacja seryjnymi mordercami opiera się częściowo na potrzebie zrozumienia, dlaczego ktokolwiek miałby się dopuścić tak okropnych czynów, względem innych ludzi, którzy zazwyczaj są dla nich zupełnie obcy”. Czy zainteresowanie seryjnymi mordercami powinno nas wprawiać w poczucie winy? Absolutnie nie! Jak widać, to całkowicie normalne. Nie ma nic złego w interesowaniu się tematyką kryminalną. Zwyczajnie ciekawi nas, co dzieje się w morderczym umyśle i od czego owe działania są zależne. 

  Filmów i seriali o seryjnych mordercach jest mnóstwo i wciąż powstają nowe. Istnieje sporo ikonicznych produkcji, które ciężko przeoczyć. Nic dziwnego, bo te historie potrafią przebić niejeden wybitny kryminał. Trudno uwierzyć, że to nie fikcja i z pewnością nie ogląda się tego łatwo. Mimo to wszyscy jesteśmy ciekawi. Dlaczego? 

grafika: Michaela Kunda

Na pytanie „dlaczego?” najlepiej odpowie nam „Mindhunter”. Serial przedstawia historię dwóch profilerów kryminalnych, którzy odwiedzając najgroźniejsze więzienia Stanów Zjednoczonych, spotykają się z najbrutalniejszymi przestępcami. Detektyw Holden Ford i Bill Tench są wprawdzie postaciami fikcyjnymi, ale stworzono je na wzór prawdziwych agentów FBI, a wszyscy przewijający się w serialu mordercy niestety nie są zmyśleni. W serialu poznajemy m.in takich morderców, jak: Edmund Kemper, Syn Sama, Richard Speck, Elmer Wayne Henley, Wayne Williams i Charles Manson. Detektywi starają się nawiązać swego rodzaju więź z mordercami. Pragną ich zaufania i otwartości. Można powiedzieć, że nawet dążą do tego, aby być postrzeganymi jako dobrzy znajomi a nie policjanci z FBI. Wszystko po to, aby zajrzeć w głąb ich umysłów i zrozumieć, co ich motywowało do popełnienia zbrodni. Wypytują o dzieciństwo, relacje, związki i każdą najmniejszą krzywdę w ich życiu. Detektywi poprzez rozmowę z jednym mordercą, trafiają na pewne tropy poszukując kolejnego sprawcy. Informacje, które uzyskują i sposób w jaki o tym mówią mordercy, a także spokój i powaga towarzysząca detektywom podczas przesłuchań czynią ten serial niebywale mrocznym. „Mindhunter” to wybitny serial kryminalny, który nie powinien zostać pominięty przez żadnego fana tego gatunku. Dodatkowo reżyserem jest David Fincher znany m.in z również opartego na faktach „Zodiaka”. Wyjątkowy klimat towarzyszący „Mindhunterowi” nie powinien więc nikogo zaskoczyć.

Mordercy z serialu „Mindhunter” i aktorzy wcielający się w ich role

źródło:https://www.gry-online.pl/newsroom/mordercy-jak-prawdziwi-to-porownanie-przypomina-czemu-mindhunter/z31e91c

Tworząc produkcję o najsłynniejszych mordercach, jacy kiedykolwiek istnieli, nie mogło zabraknąć Teda Bundy’ego. Ted Bundy dopuścił się brutalnych morderstw na około 30 kobietach na terenie Stanów Zjednoczonych. Do ostatniej chwili wypierał się wszelkich oskarżeń, które na niego spadały. Czarował, uwodził, a będąc w więzieniu otrzymywał setki listów miłosnych. Oprócz serialu dokumentalnego „Taśmy Teda Bundy’ego”, który możemy obejrzeć na netflixie, powstał również film „Podły, okrutny, zły” opisujący historię Bundy’ego. Film opowiedziany jest głównie z perspektywy wieloletniej partnerki Teda, Elizabeth Kendall, w którą wciela się Lilly Collins. Podążamy śladami mordercy wraz z Elizabeth i niemal sami możemy powątpiewać w winę Bundy’ego. W główną rolę wciela się Zac Efron, a w obsadzie możemy zobaczyć m.in Kaye Scodelario, Jima Parsonsa i Angele Sarafyan. 


źródło: https://viva.pl/kultura/film/lp/podly-okrutny-zly/

Kolejnym morderczym Tedem, okazał się Ted Kaczyński. Charakteryzował się ponadprzeciętną inteligencją, dlatego już w wieku 16 lat podjął się studiów na Harvardzie. Sposób w jaki zabijał, był dość wyjątkowy i w zasadzie częściej określano go jako terrorystę niż mordercę. Ted Kaczyński, sprzeciwiając się postępowi technologicznemu, wysyłał bomby, co skutkowało nadaniem mu przydomka Unabomber. Jego ładunki wybuchowe zabiły 3 osoby i zraniły około 29. Ted Kaczyński dokonał 16 zamachów i przez lata był nieuchwytnym celem FBI. Niekończącą się pogoń za przestępcą, a także jego historię dokumentuje serial „Manhunt”, który możemy obejrzeć na Netflixie. W rolę Unabombera, wciela się Paul Bettany, a pozostałą część obsady stanowi m.in Sam Worthington, Chris Noth, Elizabeth Reaser i Lynn Collins. 


Od lewej: Paul Bettany w „Manhunt” i Ted Kaczyński

źródło:https://www.expansion.com/blogs/mcgufilms/2018/01/05/manhunt-unabomber-la-realidad-supera-a.html


Bez wątpienia, jednym z najlepszych kinowych widowisk o seryjnych mordercach, jest film „Monster” z oscarową rolą Charlize Theron. „Monster” to historia Aileen Wuornos, którą nazywano pierwszą seryjną morderczynią Ameryki. Aileen była prostytutką i z zimną krwią zamordowała siedmiu mężczyzn, którzy okazali się być jej klientami. Jej historia po dziś budzi dyskusje. Wielu czuło wobec niej żal ze względu na trudne dzieciństwo i wykorzystywanie przez mężczyzn. Nie zmienia to faktu, że była bezlitosną morderczynią, a jej zbrodnie poskutkowały wyrokiem śmierci. „Monster” reżyserii Patty Jenkins nie byłby tak dobry, gdyby nie wybitna Charlize Theron, której rola Aileen, stała się rolą życiową. Sama transformacja aktorki do roli ogromnie imponuje i aż chce się zobaczyć ten film, chociażby ze względu na Theron. 
     od lewej: Charlize Theron w „Monster” i Aileen Wuornos   źródło:https://www.boredpanda.com/biografical-film-actors-vs-real-historic-people/?utm_source=newsletter&utm_medium=link&utm_campaign=Newsletter

Jeffrey Dahmer w przeciwieństwie do Teda Bundy’ego, zabijał i gwałcił tylko chłopców. Znany jako kanibal z Milwaukee, dopuścił się przynajmniej 15 zabójstw i gwałtów. Jeffrey od zawsze wyróżniał się na tle rówieśników zachowaniem i dziwnymi zainteresowaniami. Fascynowały go kości i martwe zwierzęta. Niecodzienne zachowania i dość specyficzny styl bycia, sprawiły, że dość szybko stał się wyobcowany przez społeczeństwo. „Mój przyjaciel Dahmer” to kryminał, oparty na faktach, przedstawiający historię Jeffreya Dahmera. W rolę mordercy wcielił się Ross Lynch, a w obsadzie m.in Alex Wolff, Anne Heche i Dallas Roberts.  Jesteście ciekawi czy Ross Lynch, znany z Disney Channel wpasował się w rolę seryjnego mordercy? Koniecznie to sprawdźcie, oglądając film „Mój przyjaciel Dahmer”.

Od lewej: Jeffrey Dahmer i Ross Lynch w „Mój przyjaciel Dahmer"
źródło:https://nypost.com/2017/11/01/former-disney-star-was-weirdly-psyched-to-play-a-serial-killer/

Zamordował ponad 200 osób i przez 25 lat działał na zlecenie włoskiej mafii Gambino. Richard Kuklinski, znany jako Iceman to jeden z najsłynniejszych płatnych morderców, jacy kiedykolwiek istnieli. Sam mówił o sobie jako o „największym koszmarze, jaki może się przyśnić”. Swój “zawód” traktował z pasją i za każdym razem starał się wymyślić nowy sposób na śmierć.  „Iceman: historia mordercy” to film o podwójnym życiu Richarda Kuklińskiego. Był biznesmenem, miał dwie córki i żonę i mordował na zlecenie. W obsadzie występują między innymi: Michael Shannon jako Iceman, Winona Ryder, Ray Liotta, Chris Evans i David Schwimmer. 


Richard Kukliński
źródło:https://wiadomosci.onet.pl/swiat/iceman-najslynniejszy-platny-morderca-kuklinski-zabilem-ponad-200-osob/eq5jve1

To oczywiście nie wszystkie produkcje dotyczące motywu seryjnego mordercy. Takich filmów i seriali istnieje sporo i powstaje coraz więcej. Wielu ze zbrodniarzy nie czuje w żadnym stopniu poczucia winy, a wręcz czują satysfakcję ze swoich zbrodni. Inni mają stwierdzone choroby psychiczne i wykazują olbrzymi wstyd i żal za popełnione czyny. Ale czy jest tak naprawdę, czy może to wszystko jest tylko wybitną grą aktorską? Czy trudne dzieciństwo może stworzyć mordercę? Czy niektórzy ludzie rodzą się mordercami? Z pewnością nigdy nie znajdziemy jednoznacznej odpowiedzi na te pytania. Z jednej strony mamy np. historię Bogdana Arnolda, polskiego mordercy, który zabił cztery kobiety. Bogdan pochodził z zamożnej i szanowanej rodziny, która spełniała wszelkie warunki do normalnego, spokojnego życia. Z drugiej strony myśląc o Aileen Wuornos, która od najmłodszych lat miała do czynienia z patologią i była wielokrotnie molestowana, można potwierdzić teorie o dzieciństwie seryjnych morderców. Seryjni mordercy istnieli od zawsze. Wielu z nich się upiekło i nie zostali znalezieni, a inni już dawno zostali pozbawieni wolności, czy skazano ich na karę śmierci. Ta tematyka zawsze będzie budzić zainteresowanie i nigdy się nie znudzi. Psychiatrzy i profilerzy kryminalni będą wciąż ciężko pracować, aby zrozumieć, co siedzi w umyśle morderców. Nam pozostało oglądać filmy i seriale, bo chcąc nie chcąc, lubimy się bać. 


Michaela Kunda


        

piątek, 22 kwietnia 2022

Powraca Long Story Short Film Festival!

W Dolnośląskim Centrum Filmowym we Wrocławiu rozpoczyna się III Long Story Short Film Festival, który potrwa od 22 do 24 kwietnia. W tym roku festiwal krótkich metraży w całości odbędzie się stacjonarnie! Z roku na rok wydarzenie przyciąga coraz więcej reżyserów, dlatego wyselekcjonowane jury miało do obejrzenia 240 filmów, gdzie 29 zostało wyłonionych do konkursu. Widzowie obejrzą w DCF 12 fabuł, 7 dokumentów oraz 10 animacji. Wstęp na festiwal jest darmowy. Wyjątkiem są pokazy filmów ukraińskich w ramach bloku Kino Ukraina. Połączone są one z akcja pomocową, dlatego wstęp na nie będzie możliwy po wykupieniu cegiełki na rzecz Fundacji PTACH niosącej pomoc pogrążonej w wojnie Ukrainie. Wartość cegiełki jest dowolna, ale nie mniejsza niż 20 zł.

Trzy dni festiwalu, dwa Magle Filmowe - jeden z udziałem Małgorzaty Gorol, a drugi Macieja Musiałowskiego. Spotkacie również Dorotę Pomykałę, przy okazji oglądając zeszłorocznego zwycięzcę “Sukienkę” - film ten również, po swojej etiudzie w DCF, został nominowany do Oscara.  

Możliwość spotkania i rozmowy z aktorami, to tylko jedna z niespodzianek, natomiast prawdziwą perłą wydarzenia są produkcję przygotowane przez polskich, jak i zagranicznych reżyserów. Wcześniej wspomniany spot miał was tylko zachęcić, jednak jak przystało na prawdziwych kinomanów: od godziny 20:00 22 kwietnia kino DCF otwiera swoje salę dla pierwszych krótkich metraży. 

Trzydniowy maraton, czas start!

Dokładny plan wydarzenia znajdziecie na stronie www.shortfestival.pl, dlatego szykujcie się na intensywny weekend! Widzimy się w kinie!


Natalia Pietrzak


piątek, 1 kwietnia 2022

Czy warto zobaczyć nowego “Batmana”?

Wszyscy lubimy superbohaterów. Mniej lub bardziej, ale chyba nikomu szczególnie nie przeszkadzają. Fani komiksów dzielą się na tych, którzy wolą produkcje Marvela i tych, co wolą te od DC. Jeśli chodzi o premiery kinowe, rok 2022 zdecydowanie należy do DC. Będziemy mogli zobaczyć w tym roku m.in “Czarnego Adama” i kolejną odsłonę “Aquamana”, ale najgorętszą premierę DC z tego roku mamy już za sobą. “The Batman”, czyli ponowna produkcja o jednym z najbardziej rozpoznawalnych superbohaterów DC- Batmanie. 

“The Batman” miał swoją premierę w Polsce 4 marca, tego roku. W tytułowego Batmana, tym razem wciela się znany wszystkim Robert Pattinson, a reżyserią zajmuje się Matt Reeves, który słynie z takich produkcji jak “Ewolucja planety małp” i “Pozwól mi odejść”. Z jakimi wrogami w tej odsłonie mierzy się superbohater? Tym razem jest to Pingwin, zagrany przez Colina Farrella, którego dość ciężko rozpoznać ze względu na wybitną charakteryzację, ale nie stanowi on największego zagrożenia dla Gotham. Głównym nemezis Batmana jest Człowiek-Zagadka, w którego rolę, niczym kameleon, wciela się Paul Dano. Poza wszystkim znanymi wrogami Batmana, którzy wielokrotnie przypominali o sobie w seriach komiksów, w filmie mamy do czynienia z jeszcze jedną, niezwykle ikoniczną postacią. Mowa oczywiście o Kobiecie-Kot, zagraną przez Zoë Kravitz. Czyż produkcja z taką obsadą i tak ikonicznymi postaciami nie brzmi ekscytująco?

Przed Robertem Pattinsonem w rolę Batmana wcielali się m.in Ben Affleck, Christian Bale, Michael Keaton czy Val Kilmer. Bez wątpienia fani komiksów najbardziej pokochali trylogię Nolana z Christianem Balem. Każdy Batman był wyjątkowy na swój sposób i cechował się oryginalnością oraz jedyną w swoim rodzaju interpretacją. Niemniej to właśnie trylogia Nolana miała w sobie “to coś”, co skradło serca fanom DC. Szczególnie dobrym odbiorem cieszył się “Mroczny rycerz”, zapewne w dużej mierze dzięki genialnej roli Jokera, w wykonaniu świętej pamięci Heath Ledgera. Dlaczego akurat Batman, został jedną z najbardziej ikonicznych postaci uniwersum DC? Między innymi przez Jokera. Sam Bruce Wayne jest niezwykle mroczną postacią, która mierzy się z wieloma demonami przeszłości. Skrywa sobie wiele tajemnic i jest trudny do rozszyfrowania, a ludzie uwielbiają tajemnice, dlatego czytelnicy komiksów niemalże od razu go pokochali. Pomimo przejmującej historii Bruce’a Wayne’a, jego zdolności, osobowości i intrygującego mroku, który go tak bardzo charakteryzuje, fanów najbardziej zafascynowali jego wrogowie. Z pewnością złoczyńcą, który wzbudził największe zainteresowanie jest Joker. Uwielbienie i sentyment widzów do postaci demonicznego klauna, możemy zobaczyć sprawdzając ranking męskich ról na Filmwebie. Dwa pierwsze miejsca należą właśnie do Jokerów. Pierwsze zajmuje Joaquin Phoenix, drugie Heath Ledger. 

Czy “The Batman” wyróżnił się na tle innych produkcji o przygodach tego superbohatera? Moim zdaniem zdecydowanie tak. Do tej pory mieliśmy głównie styczność z superbohaterskim Batmanem, któremu towarzyszą supermoce i wielkie widowisko. W tym filmie widzimy przede wszystkim Batmana jako detektywa i jest to coś, na co czekało naprawdę wielu fanów komiksów. Sama nazwa DC w rozwinięciu oznacza Detective Comics i wywodzi się od amerykańskiej serii komiksów z postacią Batmana. Batman detektyw to Batman, na którego wielu czekało z niecierpliwością i pomimo tylu wspaniałych wcześniejszych Batmanów, dopiero “The Batman” nam go ofiarował. Czytelnicy chcieli superbohatera, który rozwiązuje zagadki. Oglądając film, można czasem odczuć, że mamy do czynienia z kryminałem, tylko w tym kryminale detektyw budzi postrach każdego, kto go zobaczy i wygląda jakby urwał się z imprezy halloweenowej. Pomimo, że całościowo film mocno odbiega od kryminału, skojarzenia z tym gatunkiem filmów nie pojawiają się bez powodu. Są zbrodnie, morderstwa, ofiary, psychiczny morderca i genialny detektyw.  W każdej poprzedniej odsłonie Batmana poznaliśmy jego prawdziwą tożsamość, natomiast w mojej opinii, Bruce Wayne najlepiej daje się poznać w tej produkcji. Pomimo niesłychanej tajemniczość i otaczającego mroku, dosadnie odczuwamy ból młodego Wayne’a i wszystko, co się za nim kryje. Nie patrzymy na Batmana tylko przez pryzmat superbohatera, ale dostrzegamy w nim normalnego człowieka, pełnego bólu i cierpienia. Bez dwóch zdań nie zabrakło nam tego w poprzednich odsłonach Batmana, jednakże w mojej opinii ta właśnie produkcja podkreśla te wartości najbardziej. Matt Reeves w “The Batman” postawił bardziej na detektywa i na Bruce’a Wayne’a i dlatego, musicie go zobaczyć!


Michaela Kunda