wtorek, 3 listopada 2020

20. MFF NH – czego nie można przegapić cz.1

Tegoroczny Międzynarodowy Festiwal Filmowy Nowe Horyzonty z oczywistych względów znacząco będzie się różnił od ubiegłych edycji. Wydarzenie przeniosło się w większej części do Internetu, choć kilka stacjonarnych pokazów prawdopodobnie uda się przeprowadzić. Z uwagi na połączenie filmowej imprezy z American Film Festival przed nami jeszcze trudniejsze zadanie wybrania pozycji, których nie można przegapić.

Sekcja: Międzynarodowy Konkurs Nowe Horyzonty

Eden, reż. Ágnes Kocsis | Węgry, Rumunia

Kino węgierskie wciąż nie jest w Polsce szczególnie popularne. Tymczasem jest to jedna z ciekawszych europejskich kinematografii (wystarczy wspomnieć Bélę Tarra czy Ildikó Enyedi). Najnowszy film Ágnes Kocsis stanowi pomieszanie thrillera z science fiction, a całość wpisana została w nurt slow cinema. Eden to traktat filozoficzny i komentarz stylu życia w XXI wieku. Niewątpliwie podczas seansu i na długi czas po nim pozostaniemy z szeregiem pytań, na które nie ma prostych odpowiedzi.

Komar, reż. Filip Jan Rymsza | Polska

Filip Rymsza w swoim filmie powraca do krachu na giełdzie w 2008 r. Głównym bohaterem jest matematyczny geniusz, który staje się ofiarą tytułowego Komara. Pełen psychologicznych analiz, ale również elementów typowych dla thrillera film ujęty został w niezwykle plastyczne obrazy. Sposób kadrowania, kolorystyka oraz gra świateł sprawiają, że całość nabiera nierzeczywistego wydźwięku. Jednakże problemy, z którymi boryka się bohater, są jak najbardziej prawdziwe, także dla widza.

O niedogodności narodzin, reż. Sandra Wollner | Austria, Niemcy

Wyświetlana na tegorocznym Berlinale produkcja austriackiej reżyserki jest obrazem niezwykle niepokojącym. Bohaterką jest małoletnia androidka, której celem jest spełnianie ludzkich fantazji. Fabuła nie skupi się jednak na urzeczywistnianiu marzenia stania się przez nią człowiekiem, a raczej podkreśleniu wpływu technologii na ludzi. Odsłania ona nie tylko alienację czy samotność, ale również mroczniejszą stronę człowieka.

Sekcja: Pokazy Galowe

Zabij to i wyjedź z tego miasta, reż. Mariusz Wilczyński | Polska

Mariusz Wilczyński – reżyser, animator, scenarzysta – pracował 14 lat nad swoim dziełem, które premierowo zostało pokazane na Berlinale. Ta autobiograficzna animacja ukazuje dorastanie w potransformacyjnej Polsce. Dzieło Wilczyńskiego jest także pomnikiem – w roli narratorów usłyszymy m.in. Daniela Olbrychskiego, Krystynę Jandę, a także nieżyjących już Andrzeja Wajdę czy Irenę Kwiatkowską. Ten strumień wspomnień – pomimo sentymentalnego wydźwięku – zdecydowanie wart jest uwagi.

Sekcja: Mistrzowie

Fauna, reż. Nicolás Pereda | Meksyk, Kanada

Na pozór komediowy film meksykańskiego twórcy w rzeczywistości stanowi ciekawy obraz o społecznej traumie. Problemy z tożsamością czy zaburzenie dotychczasowych ról w społeczności to główne wątki Fauny. Całość została ubrana w częściowo komediowe, częściowo dramatyczne nuty, co może dostarczyć intrygujących wrażeń.

Lato ’85, reż. François Ozon | Francja, Belgia

Francuskiego twórcy nie trzeba przedstawiać, a projekcje jego najnowszych obrazów zwykle cieszą się popularnością. Zapewne tak też będzie w przypadku Lata ’85, w którym Ozon, zgodnie z tytułem, przenosi widza do świata pełnego muzycznych hitów oraz śmiesznych fryzur. Stanowi to również scenerię dla pewnej pierwszej miłości – bogatej w nieoczekiwane zwroty akcji oraz pożądanie.

Malmkrog, reż. Cristi Puiu | Rumunia, Serbia, Szwajcaria, Szwecja, Bośnia i Hercegowina, Macedonia

Ojciec chrzestny rumuńskiej Nowej Fali powraca w wielkim stylu. Puiu kojarzony jest raczej z dramatami realistycznymi, tym razem jednak sięgnął po kino kostiumowe. Trwające niemal trzy i pół godziny filozoficzne widowisko stanowi niebywałe pole do interpretacji wszystkich elementów świata filmowego. Statyczny, choć z pewnością nienużący seans zapadnie widzowi głęboko w pamięć.

Sekcja: Odkrycia

Wielorybnik, reż. Philipp Yuryev | Rosja, Polska, Belgia

Leszka jest wielorybnikiem z Czukotki, któremu przyjdzie zmierzyć się z procesem dorastania. Jego historia jest jednak nietypowa. Chłopak nie tylko żyje w odizolowaniu od świata, ale ponadto jego pierwszą miłością okazuje się HollySweet999 – striptizerka z Detroit. Jak rozwinie się to uczucie? Obraz Yuryeva to słodko-gorzka opowieść o młodości i perypetiach z nią związanych.

Jak być ptakiem. Instrukcja, reż. Babis Makridis | Grecja

Wyświetlane podczas festiwalu filmy greckie zawsze mają w sobie jakąś nutę szaleństwa. Nie inaczej jest w przypadku dzieła Makridisa. Reżyser zafascynował swoich bohaterów lataniem i stworzył nietypowy, ocierający się o dokument obraz. Reporterski charakter został przepleciony poetyckimi kadrami, w których twórca zawarł baśniowość. Z każdą następną sceną odpowiedź na tytułowe pytanie staje się coraz bardziej surrealistyczna.

Sekcja: Ale kino+

Rocks, reż. Sarah Gavron | Wielka Brytania

Bohaterką filmu Gavron jest tytułowa Rocks, która mieszka z matką oraz młodszym bratem w dzielnicy komunalnych bloków w Londynie. Piętnastolatka zostaje gwałtownie zmuszona do stania się głową rodziny, po tym jak jej rodzicielka znika. Dziewczyna odnajduje wsparcie wśród koleżanek, co nadaje filmowi feministycznego przesłania. Rocks czekają wzloty i upadki tak typowe dla etapu dorastania, a pogłębione tym bardziej, że z problemami musi radzić sobie sama.

Maja Jankowska

poniedziałek, 2 listopada 2020

Młodzi filmowcy protestują - najlepiej jak potrafią

25 października na facebookowej stronie Warszawskiego Strajku Kobiet umieszczono ponad siedmiominutową animację autorstwa studentów Wydziału Animacji Szkoły Filmowej w Łodzi opatrzoną dobitnym komentarzem filmowców oraz apelem do wszystkich artystów o jawny sprzeciw i odwagę w jego wyrażaniu. Adepci z Łodzi wyrazili dezaprobatę wobec decyzji Trybunału Konstytucyjnego zakazującej aborcji z powodu ciężkich i nieodwracalnych wad płodu, a swoje stanowisko zilustrowali za pomocą najlepiej znanego im medium.

Film utrzymany głównie w odcieniach czerwieni i czerni jest nadzwyczaj poruszający. Atmosferę napięcia dodatkowo potęguje muzyka. Na ekranie pojawiają się drastyczne sceny, widzimy ponure kobiece postaci, łzy i noże, a dominująca czerwień często staje się krwią. Animacja składa się z licznych segmentów wykonanych w różnych technikach. Wszystko wskazuje na to, że w projekcie wzięła udział większość studentek i studentów wydziału. Brak tu może subtelnych wizualnych metafor – i dobrze, bo to nie jest na nie czas. To czas jasnych stanowisk oraz silnych emocji i takie właśnie wyraża film. Potężny wydźwięk emocjonalny mają również pojawiające się hasła: „krzywda kobiet”, „bezsilność”, „moje ciało”, „zaraz wybuchnę”.

Dzieło emanuje atmosferą buntu i protestu, a opublikowano je zaledwie parę dni po decyzji TK, co biorąc pod uwagę czasochłonność tworzenia animacji, jest jeszcze bardziej imponujące. Twórcy skutecznie przelali na ekran silne emocje, jednocześnie nie porzucając troski o estetykę. Forma i treść stanowią tu nadzwyczaj zgraną parę. Doskonale komponują się ze sobą również poszczególne segmenty. Każdy twórca dał wyraz indywidualnym emocjom za pomocą własnej techniki, a jednak spektrum tych emocji pozostaje spójne.

Zaangażowanie polityczne szkolących się filmowców jest w moim odczuciu powodem do dumy. Młodzi twórcy poniekąd dołączyli do tradycji wybitnych absolwentów i wykładowców PWSFTviT, którzy byli kluczowymi postaciami polskiej szkoły filmowej oraz kina moralnego niepokoju. Bunt wspomnianych pokoleń filmowców po pierwsze ożywił społeczną świadomość problemów tamtych czasów, a po drugie uczynił z nich dojrzałych i wrażliwych twórców. Można pokusić się o twierdzenie, że to polityczny sprzeciw był kluczowy dla rozwoju Wajdy, Kieślowskiego czy Zanussiego. Jeżeli historia faktycznie lubi się powtarzać, to są to powody do optymizmu w tych ponurych dniach.

Michał Betta

piątek, 9 października 2020

Czas na zombie – czyli jak George A. Romero zmienił gatunek horroru


George A. Romero prawdopodobnie nie spodziewał się, że jego filmowy debiut wpłynie w tak istotny sposób na historię kina. Noc żywych trupów z 1968 roku rozpoczęła trwającą do dziś fascynację zombie movies

To właśnie amerykański reżyser zaszczepił w kulturze masowej wizję zombie jako postaci, która – choć wygląda jak człowiek – porusza się powolnie i spożywa ludzkie mięso. Użycie czarno-białej taśmy oraz niekonwencjonalne, wymuszone niskim budżetem, rozwiązania na planie filmowym sprawiły, że obraz Romero do dziś wywołuje emocje. Ponadto, choć reżyser odcinał się od interpretacji jego produkcji w kluczu społeczno-politycznym, Noc żywych trupów stanowi ciekawą analizę amerykańskiego społeczeństwa.

Rok premiery filmu był gorącym okresem w Stanach Zjednoczonych. Takie wydarzenia, jak trwająca zimna wojna, konflikt w Wietnamie, walka o równość rasową, a także zamach na Martina Luthera Kinga, wzmagały wśród Amerykanów poczucie niepewności. Noc żywych trupów stała się (nie)świadomym manifestem, że prawdziwym zagrożeniem dla człowieka jest drugi człowiek. W tym filmie śmierć niesie postać wyglądająca jak każdy z nas. Piwnica, w której schronią się bohaterowie, przypomina bunkier przeciwatomowy. Wytworzona przez Romero rzeczywistość pozbawiona jest nadziei na jakąkolwiek poprawę.

Warto dodać, że główną rolę w filmie otrzymał Duane Jones – czarnoskóry amerykański aktor. Choć George A. Romero opowiadał w wywiadach po latach, że Jones otrzymał angaż po prostu dlatego, że był najlepszy, z pewnością reżyser musiał mieć świadomość tego, jak jego decyzja zostanie odebrana. Do czasu produkcji Nocy żywych trupów aktorzy pochodzenia afroamerykańskiego 
zasadniczo nie byli obsadzani w pierwszoplanowych rolach, zwłaszcza w horrorach. U Romero wybór ten miał jeszcze silniejszy wydźwięk, bowiem pozostali członkowie obsady byli biali. Kluczowa w tym kontekście jest ostatnia scena – aby nie spojlerować, zaznaczę jedynie, iż warto zwrócić na nią uwagę w kontekście konfliktów rasowych.

Co najważniejsze, amerykański twórca zredefiniował gatunek horroru. W uprzednich produkcjach zło, a precyzując potwory, przychodziły z zewnątrz. Z pomocą nauki lub wynalazków zwykle udawało się je pokonać (na przykład poprzez wbicie kołka w serce wampira). Nieodzownym elementem walki z kreaturami była współpraca bohaterów, którzy zawierali porozumienie pomimo różnic charakteru czy poglądów. Tymczasem w Nocy żywych trupów wrogowie byli częścią ludzkiego świata – "braćmi i siostrami". Co więcej, w światku naukowym czy politycznym nie było pomysłów, jak walczyć z zombie. Protagoniści nie zawiązują pomiędzy sobą nici porozumienia, co wywoła tragiczne skutki.

George A. Romero zrealizował swój obraz w duchu kina gore. Celem tej odmiany horroru jest nie tyle wystraszenie widza, co zaszokowanie i wzbudzenie obrzydzenia wywołanego ukazaną na ekranie przemocą. Kanibalizm, okaleczenia oraz duża ilość krwi sprawiły, że reżyser rozważał nawet usunięcie niektórych scen z filmu. Dziś seans Nocy żywych trupów już tak nie szokuje. Przywykliśmy do wymyślnych śmierci oraz przemocy na wielkim ekranie. Nie zmienia to jednak faktu, iż dzieło Romero wciąż cieszy się ogromną popularnością na tak zwanych seansach o północy (midnight movie).

Dzięki amerykańskiemu twórcy zombie przerażają już od półwiecza. Twórczość George A. Romero stanowiła inspirację dla innych artystów nie tylko w światku kinematografii, ale także w literaturze czy grach komputerowych. Odwołania do tego twórcy niekiedy są nieoczywiste – warto zwrócić uwagę choćby na film Jordana Peele’ego To my, w którym dochodzi do walk pomiędzy amerykańską rodziną a jej odzwierciedleniem na zasadzie alter ego. Stanowi to rozbudowanie myśli Romero, iż zagrożenie ma bardziej ludzką twarz, niż wydawałoby się to na pierwszy rzut oka.

Maja Jankowska