niedziela, 28 kwietnia 2019

Legnickie Zakaczawie jest w nas


Jak dobrze, że teatr nie do końca musi być sztuką ulotną! I że „Balladę o Zakaczawiu” możemy przeżyć znów, choć nie ma już legnickiego kina Kolejarz, w którym premiera była prawie 19 lat temu. Niecałe dwa lata po premierze teatralnej spektakl został pokazany w Teatrze Telewizji.

Pamiętam dobrze emocje towarzyszące premierze. Dziś niektórych aktorów widuję najczęściej na ekranie komputera: Janusza Chabiora, wtedy Mańka Pecaja, jako diabolicznego patologa z błyskiem w oku, w serialu o komisarzu Aleksie, Przemysława Bluszcza (Benka Cygana) w mrocznej roli bogacza w „Leśniczówce”. Są świetni tak samo, jak byli wtedy! Przemysław Bluszcz gra w warszawskich teatrach (od lat jest aktorem Ateneum), a także w gdańskiej Operze Bałtyckiej, Janusza Chabiora można spotkać w Teatrze 6 Piętro, w Imce.

Na swoje premiery czekają filmy z Januszem Chabiorem: „Klecha” Jacka Gwizdały, „Maryjki” Darii Woszek. Nie mogę się doczekać „Czarnego mercedesa”, który wspaniały Janusz Majewski wyreżyserował na podstawie własnego kryminału, a Przemek Bluszcz wystąpił w filmie w jednej z ról.

Ale wrócę do „Ballady...”. Perła w repertuarze legnickiego Teatru, według tekstu Jacka Głomba (oraz w jego reżyserii), Krzysztofa Kopki i Macieja Kowalewskiego była pięknym krokiem w budowaniu tożsamości teatru w Legnicy. Jacek Głomb z zespołem zasłynęli (także dzięki „Balladzie...”) jako odkrywcy niezwykłości swojego miasta i jego duszy.

„Teatr, który uważnie i z czułością przygląda się swojemu miastu. Swojej dzielnicy. Premierą „Ballady o Zakaczawiu" zespół teatru udowodnił, że Legnica to ciekawe miasto” – pisałam po legnickiej premierze, w recenzji w „Gazecie Dolnośląskiej”.

A przez całe lata, ilekroć wysiadałam z pociągu na dworcu, szłam na Zakaczawie, popatrzeć na ten zakątek. Niegdyś zakazany, pełen cudów i mieszkańców – osobowości. Bo niewątpliwie osobowościami byli: Benek Cygan i jego kumple, sprytni złodzieje robiący kawały „na dzielnicy”. Akcja sztuki toczy się w latach 1958-1997, więc twórcy pokazali żywą historię z portretami Cyrankiewicza, Gomułki, radzieckich przyjaciół, życie pod okiem milicji i komendanta radzieckiego garnizonu.

Projekcja telewizyjnej wersji przedstawienia w reżyserii Waldemara Krzystka, twórcy legnicko-wrocławskiego, planowana jest w poniedziałek w sali Lwów. Jacek Głomb i Waldemar Krzystek mają być gośćmi po projekcji, więc nie zabraknie barwnej rozmowy.

DCF staje się swoistym tyglem sztuk, bo przecież tu można obejrzeć „Aleję Narodową” – monodram Darka Maja w reżyserii Katarzyny Dudzic-Grabińskiej, który w telewizyjnej wersji „Ballady...” wystąpił w szefa zakaczawskiej mafii.

„Ballada o Zakaczawiu” otwiera cykl „Modrzejewska w DCF-ie”, więc przed nami następne perły legnickiego teatru.

Małgorzata Matuszewska

Fot. materiały prasowe DCF

czwartek, 25 kwietnia 2019

Książka (i okrucieństwo!) na ekranie: „Mechaniczna pomarańcza”



Malcolm McDowell, znakomity brytyjski aktor, zagrał główną rolę. Jako Alex, młody człowiek z dobrej rodziny, meloman słuchający Beethovena (usłyszymy IX Symfonię jednego z największych twórców muzyki), ma podwójną twarz. Przewodzi grupie młodych przestępców, sam jest jednym z nich. 

Stanley Kubrick wyreżyserował „Mechaniczną pomarańczę” według głośnej powieści Anthony’ego Burgessa w 1971 roku. Nie było to wszystko oczywiste, bo najpierw Burgess sprzedał prawa do jej ekranizacji Mickowi Jaggerowi, a członkami gangu mieli być muzycy zespołu Rolling Stones. 

W sumie trochę szkoda, że nic z tego nie wyszło, ale film, który wyszedł z ręki mistrza, zdobył mnóstwo nagród. Kubrick nakręcił arcydzieło, które, mimo upływu lat, jakoś dziwnie nie traci ani świeżości, ani nie przestało być aktualne. 

Zwyczajnie nie ma powodu, żeby tego obrazu nie znać i nie odkrywać w nim nowych sensów. Bo na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. 

Alex stanie się porządnym obywatelem, „dzięki” nowatorskiej terapii, niosącej... nie będę zdradzać szczegółów, bo możliwe, że dziś obejrzycie „Mechaniczną...” pierwszy raz. 

Wspomnę, że na niedalekiej scenie Wrocławskiego Teatru Współczesnego 14 lat temu była premiera „Nakręcanej pomarańczy” według Burgessa. Te lata minęły niedawno, bo 23 kwietnia. Świetny spektakl wyreżyserował Jan Klata, Aleksa zagrał Eryk Lubos, który wystąpił wcześniej w „Made in Poland” w legnickim Teatrze im. Modrzejewskiej. Tamto przedstawienie będzie można obejrzeć na pokazie jego zapisu filmowego, 17 czerwca w ramach cyklu „Modrzejewska w DCF-ie”, wyreżyserował je Przemysław Wojcieszek, wrocławski twórca. 

W „Nakręcanej pomarańczy” Lubosowi na scenie Współczesnego towarzyszył zespół Wrocławskiego Teatru Współczesnego i Pantomimy oraz aktorzy grający gościnnie, a przedstawienie jest laureatem Wrocławskiej Nagrody Teatralnej, od 2005 roku przyznawanej corocznie!

Prelekcję przed dzisiejszym seansem wygłosi Katarzyna Majewska, producentka filmowa i teatralna, scenarzystka. 

Naprawdę, DCF funduje moc atrakcji, przypominając wspaniałą historię: literatury, filmu i teatru. Spotkajmy się wieczorem. 

Małgorzata Matuszewska

Fot. materiały prasowe DCF

czwartek, 11 kwietnia 2019

„Powrót” znakomity nie tylko na Wielki Post



Wszyscy bohaterowie tej zwykłej – niezwyczajnej opowieści potrzebują wsparcia.

Film zaczyna się sekwencją, w której poznajemy Ulkę (wyjątkowy debiut Sandry Drzymalskiej). To już dorosła dziewczyna, ale wciąż nastolatka. Ubrana w okropne kabaretki, kozaki, z raną na twarzy i niewątpliwie gigantyczną raną duszy, wraca do domu. Dom jest prowincjonalny, ale uporządkowany. O rodzinę dba piękna, skromna matka (Agnieszka Warchulska), zarabia na utrzymanie ojciec (Mirosław Kropielnicki). Mały brat Uli, Karolek (Dawid Rostkowski) jest jeszcze za mały, żeby rozumieć, co się dzieje, choć na pewno nie jest mu dobrze. Drugi brat, Jan (Stanisław Cywka, młody wrocławski aktor) powinien być już dojrzalszy, ale jakoś najważniejsze są dla niego najmniej istotne sprawy. 

I ona, Ula, w centrum wydarzeń, z nieobecnym spojrzeniem, dojrzała, skrzywdzona. Pojechała z chłopakiem do Niemiec i została zmuszona do prostytucji. Uciekła, co zapewne było bardzo trudne. Po powrocie do domu nie znajdzie dla siebie ani współczucia, ani zrozumienia, ani żadnego miejsca. Nawet w kościele, w którym kiedyś śpiewała. Skomplikowane relacje łączą jej rodzinę z miejscowym duchownym, spraw nie ułatwia zajęcie ojca, organizatora pielgrzymek. Nic się nie ułoży, jak powinno, nie pomogą ludzie, nie pomoże czas Triduum Paschalnego. Wszystko tu jest pustką, ujętą w jakieś podstawowe egzystencjalne ramy. Warto zwrócić uwagę na zdjęcia Wojciecha Todorowa, bo są bardzo dobre, nie pokazują świata bardzo ostro, ale wyraziście.

Ten film to swoisty portret rodziny we wnętrzu, ale nie we wnętrzu domu, tylko społeczności. Taki scenariusz mógłby napisać mistrz William Faulkner, słynący z bolesnego portretowania małej Ameryki. Scenariusz „Powrotu” napisały Magdalena Łazarkiewicz i Katarzyna Terechowicz, umiejętnie portretując małą Polskę.

Nie ma tu niepotrzebnych wydarzeń, nie ma epatowania przemocą. Nie ma wreszcie osądzania nikogo, a o taki sąd jest bardzo łatwo. Wszyscy są dotknięci brakiem prawdziwej miłości, wszyscy poruszają się w ramach, za które nie potrafią wyjść nawet wtedy, kiedy serce i mądry umysł podpowiadałyby, by przekraczać granice dla osiągnięcia dobra.

Magdalena Łazarkiewicz nie stawia nas, widzów, pod ścianą i nie każe nam strzelać do nikogo. To mądra opowieść o współczesnej Polsce. I o nas. Są w niej elementy opowieści o marnotrawnym synu, tu córce. Ulka potrzebuje najmądrzejszej miłości, a tej ani rodzina, ani społeczność, w której się wychowała, nie umie jej dać.

Wszystko pogubiliśmy: mądrość, współczucie, a nawet elementarną, zdawałoby się, tolerancję, potrzebną po to, żeby współistnieć w społeczeństwie, z natury przecież różnorodnym.

„(...) tylko człowiek stale Ci się gubi / urodzony dezerter”, pisał ks. Jan Twardowski w wierszu „Co zginęło”.

Małgorzata Matuszewska

Fot. Holly Pictures

„Powrót”, reż. Magdalena Łazarkiewicz, wystąpili: Sandra Drzymalska, Agnieszka Warchulska, Katarzyna Herman, Mirosław Kropielnicki, Tomasz Sobczak, Stanisław Cywka, Dawid Rostkowski i inni. Film grany jest w DCF-ie: 11 kwietnia o godz. 18.45, 12-18 kwietnia o godz. 16.45.