poniedziałek, 30 sierpnia 2021

Czym jest życie? Szaleństwem? Czym życie? Iluzji tłem. Czyli o serialu „Otwórz oczy”

 Zdjęcie: Netflix

Mózg to wielka tajemnica. Gra z naszą świadomością, sprawiając, że możemy wierzyć w rzeczy, które nie zawsze są prawdziwe. Czasami jednak są one realne, lecz umysł sprawia, iż myślimy, że tak nie jest. Bardzo cienka granica między rzeczywistością a halucynacją jest podstawą thrillera science fiction z naszego rodzimego podwórka.

Kurtyna w górę i otwórzmy oczy. Produkcja jest oparta na powieści młodzieżowej „Druga Szansa” autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk i została nakręcona przez Annę Jadowską („Ultraviolet”) oraz Adriana Panka („Kod genetyczny”). Według MediaBrigade, jednej z firm produkcyjnych związanych z projektem, „Otwórz oczy” jest pierwszym Netflix Original wyprodukowanym we Wrocławiu. Na ekranie zobaczymy przede wszystkim aktorów młodego pokolenia: Marię Wawreniuk i Ignacego Lissa. W serialu również występują: Marcin Czarnik, Wojciech Dolatowski, Zuza Galewicz, Sara Celler-Jezierska, Klaudia Koścista, Marta Nieradkiewicz i Michał Sikorski.

Widz zanurza się w mroczną opowieść o losach nastoletniej Julii (Maria Wawreniuk), która po tragicznym wypadku trafia do ośrodka Druga Szansa zajmującego się prekursorskimi metodami leczenia zaburzeń pamięci. Kiedy Julka zaczyna mieć dziwne majaki, które wydają jej się aż nazbyt realne, a granica pomiędzy snem a jawą powoli się zatraca, zastanawia się, czy miejsce, w którym się znajduje, może nazywać azylem. Zaczyna analizować, czy opiekunowie nie mają jakiegoś ukrytego motywu. Z czasem nasza bohaterka czuje się osaczona, co popycha ją do desperackiego poszukiwania prawdy.

Już od samego początku twórcy sugerują widzom szemrany spisek. Niby są harce, niby jest śmiech i beztroska. Jednak sam ośrodek, mimo że po remoncie, wygląda po prostu sterylnie, sztucznie, jak z tekstury ze snów. Nowoczesne klamki w starych, masywnych drzwiach nie są fancy i retro. Są podejrzane. Tak samo podejrzane jak muzyka oraz wszechobecne kruki, które podświadomie budują napięcie. Stresują nas inni pacjenci, którzy zachowują się w sposób dziwny, niebezpieczny i dla nas niezrozumiały, a wiadomo, że najbardziej obawiamy się tego, co jest nam obce.

Zdjęcie: Netflix

Każdy, kto widział niejedną serię Netflixa, podczas seansu „Otwórz oczy” dostanie sporo déjà vu. Styl serwisu streamingowego, który najwyraźniej udziela się także twórcom międzynarodowych produkcji własnych, jest tu tak wyraźnie zastosowany, że wizualnie można by pomylić serial z wieloma innymi Netflix Originals, zwłaszcza pod względem oświetlenia. To, co podejrzewa się od początku, sprawdza się oczywiście pod koniec openingu, kiedy okazuje się, że tożsamość i historia Julii jest nieprawdziwa, że opiekunowie i lekarze niekoniecznie mają dobre plany wobec podopiecznych, a na dodatek dostajemy wgląd w złowrogie machinacje dr Zofii. Ale czym byłaby pełna przygód historia młodzieżowa Young Adult bez dorosłych, którzy są antagonistami? Tym, co przede wszystkim sprawia, że serial odnajduje się tytułach YA, jest gra aktorska młodej obsady i zabawna, ale jednocześnie sztampowa interakcja przedstawianych bohaterów. Między wszystkimi postaciami panuje równowaga. Każdy ma swój własny cel. Oczywiście w tym serialu mamy bohatera i antagonistę, a wszystkie inne postacie są tylko bonusem, aby wszystko było tak autentyczne, jak jest nam ukazane. Można mieć dziwne wrażenie, że niektóre postacie są trochę płytkie, ale w rzeczywistości czego by się spodziewać po bohaterach z co najmniej ciężką amnezją? Nie może też oczywiście zabraknąć obiektu miłosnego zainteresowania głównej bohaterki, którym okazuje się zbuntowany i tajemniczy Adam (Ignacy Liss).

Na szczęście jego postać spełnia ważniejszą funkcję w historii, jak i w życiu Julii. Chłopak motywuje dziewczynę, by ta kwestionowała wszystko i zrozumiała, jak łatwym celem do manipulacji są pacjenci: odcięci od świata, w skomputeryzowanym ośrodku, gdzie ściany mają uszy, bez pamięci i z dawkowanymi informacjami o swojej przeszłości. Julia jest głosem naszego pokolenia, które nie będzie siedzieć cicho i grzecznie podążać za odgórnymi i nie zawsze prawidłowymi nakazami. Będzie zadawać pytania, kwestionować, szukać własnej drogi, ewoluować. W przeciwieństwie do niej, Iza „bądź grzeczna, Tobie też to się opłaci” prezentuje podejście świadomej bierności, mimo wszechogarniającego zła, przyzwalając na nie w imię własnego bezpieczeństwa i wygody. Nie przeszkadza jej bycie kontrolowanym trybikiem w systemie.

Produkcja rozkręca się zbyt wolno jak na historię dla młodzieży. Może to zniechęcić potencjalnego widza już na początku, a jego dalsze zaangażowanie stanie pod znakiem zapytania. Zwłaszcza, że od początku wiadomo, iż w tym podejrzanym ośrodku coś jest nie do końca w porządku. Emocjonalny związek z bohaterami z placówki jest całościowo zbudowany prawidłowo, lecz to jest tylko sześć odcinków, gdzie te bardziej ekscytujące punkty fabuły thriller powinien drastycznie zwiększyć od drugiego odcinka najpóźniej, inaczej oczy mogą odwrócić się od ekranu. Z drugiej strony rozumiem, że produkcja ukazuje nam świat przedstawiony z perspektywy głównej bohaterki, która wymaga czasu, by wpuścić nas jako publiczność. Jednak kiedy już serial oferuje widzowi napięcie i punkt kulminacyjny, sprawia, że coraz ciężej jest się oderwać od ekranu, a zwroty akcji są naprawdę rzetelnie wprowadzone. Z dwojga złego zdecydowanie skłaniam się ku cierpliwemu eksplorowaniu historii aniżeli pośpieszaniu wątków po to, by faszerować i przekupywać widza wyłącznie emocjonującymi scenami akcji.

Zdjęcie: Netflix

Po tym jak Julce zagwarantowano, że musi mieć jakiś talent, ta odkrywa, że jest cudowną pianistką. W placówce dziewczyna nawiązuje relacje z innymi pacjentami nie tylko o podobnych przeżyciach i traumach, lecz również obdarowanych różnorakimi zdolnościami. Szymon (Wojciech Dolatowski) jest tancerzem. Paweł (Michał Sikorski) interesuje się komputerami, hackerstwem i inną elektroniką. Iza (Klaudia Koścista) jest artystką. Milena zaś zdolną szachistką i matematyczką. Wszyscy otrzymują konkretny lek, który wydaje się pomagać im w utrzymaniu zdolności poznawczych. Jest też starsza pacjentka o imieniu Magda (Sara Celler-Jezierska), której talentem podobno jest śpiew, jednak cierpi na schizofrenię paranoidalną. Pierwsza informacja, jaką Julia codziennie słyszy po pobudce od elektronicznej kostki, to: imię, jej umiejętność gry na pianinie i że SPRAWIA JEJ TO PRZYJEMNOŚĆ. Od samego początku słyszymy, że talent stanowi niejako tożsamość oraz kartę przetargową pacjentów na wyjście z ośrodka i wyzdrowienie.

Druga Szansa, mimo głoszonej przez siebie postępowości i nowoczesnych metod, powiedzmy sobie szczerze, zmusza podopiecznych do jak najbardziej wnikliwego pogłębiania swego daru. Ośrodek, zgodnie ze swoją tożsamością, powinien wiedzieć, że czym innym jest motywowanie i zachęta, a jeszcze innym przymus i presja. Obserwujemy archaiczną metodę kija i marchewki: marchewką jest wizja wyjścia z ośrodka, a kijem zaś… tego oczywiście nie wiemy dokładnie, ale na pewno nic dobrego.


Zdjęcie: Netflix

Lekarz, prawnik, muzyk klasyczny, najlepszy. Rodzice meblują życie swoim dzieciom, czyniąc z nich inwestycję. Ten problem jest jednym z najważniejszych, lecz jak na razie dyskretnie wprowadzanych wątków w serialu. Mam nadzieję, że jeśli twórcy uraczą nas kontynuacją historii, to będzie on odważniej przedstawiany widzom. Podczas seansu widzimy kilka razy flashbacki/sny/majaki przedstawiające małą Julkę, która mimo sprzeciwu jest zmuszana przez pełną amoku matkę do grania na pianinie. Również podczas spotkania z sąsiadką ta wspominała, jak Julia jeszcze z mlekiem pod nosem uciekała mamie, byle nie grać. Dziewczynka krzyczała, że nienawidzi nut i nie będzie ćwiczyć. Podczas pobytu w Drugiej Szansie dr Zofia również zmusza nastolatkę do koncertu, za wszelką wręcz cenę. Wątek ten pokazuje mroczną stronę nawet najbardziej oddanego, ciepłego i pełnego miłości rodzicielstwa. Gdzie jest granica między opiekuńczym motywowaniem do rozwoju a wywieraniem niezdrowej presji? Niektórzy rodzice uważają swoje dzieci za przedłużenie siebie, a nie za odrębne istoty z własnymi aspiracjami i potrzebami. W nieświadomy sposób posługują się pociechami do realizacji własnych marzeń, których sami wcześniej nie spełnili. Pasja powinna wynikać z serca i być kojąca dla człowieka, nawet ta najbardziej wymagająca. „Otwórz oczy” w pierwszym sezonie rozpoczyna swe ostrzeżenie przed tą pułapką.

Jeśli chodzi o finał sezonu, to w pierwszej chwili można odczuć pozorne rozczarowanie, gdy okazuje się, że Julia budzi się w szpitalu. Dowiaduje się, że miała wypadek samochodowy i kilka ostatnich tygodni spędziła w śpiączce. W tym czasie jej umysł przebywał w Drugiej Szansie. Tutaj łatwo jest wrzucić wszystkie wydarzenia w klinice do klasycznej szufladki „to wszystko było snem”, ale to by było zbyt proste. Taki zabieg nie jest niesamowitym plot twistem. Jest to pójście na łatwiznę i wymierzenia policzka dla widza. Całe szczęście twórcy nie obrali tej drogi. Główną intrygą okazuje się Chance. Jest to program symulacyjny, w którym bogaci i zamożni kupowali talenty dla swoich dzieci. Dlatego dr Zofia konsekwentnie kładła nacisk na odkrywanie umiejętności oraz błyskawicznie aranżowała podopiecznym koncerty oraz występy. Za pomocą neuroprzekaźnika Zofia przekazywała talenty pacjentów dzieciom zamożnych rodziców, którzy te umiejętności kupili. W ramach programu talent Julii został przeniesiony na syna Piotra, Adama/Ksawerego. Dlaczego? Bo bogatych stać na kupowanie, a biedni są zawsze tymi, którzy są uciskani? To chyba najbardziej realistyczny motyw w całej serii. W końcu tak właśnie działają pieniądze i wpływy.


Zdjęcie: Netflix

„Otwórz oczy” na koniec pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi. Nie jest również jasne, czy mamy do czynienia z wypaczonymi snami połączonymi z rzeczywistością, alternatywnymi liniami czasu czy tylko jedną oszałamiającą podróżą z losową sekwencją snów. Maszyna w piwnicy i jej przeznaczenie są niewiarygodnie niejasne, a cała ta fabuła wydaje się na ten moment niedopracowana w pełnych 100%. Jednak optymistycznie czekam, aż twórcy nabiorą wiatru w żagle w kolejnym sezonie, jeśli takowy powstanie. Serial posiada potencjał, tym bardziej, że polski rynek filmowy czy serialowy nie ma szerokiego repertuaru dla nastoletniego widza. Pokazuje, że młodzi, przyszli filmowcy mogą tworzyć coś innego niż komedie romantyczne z Karolakiem czy kryminały z wytartymi tropami, które ciężko jest od siebie odróżnić. Dodatkowo miło będzie być kojarzonym za granicą z rzetelnie wykonaną produkcją YA, a nie tylko ekranizacjami erotyków.

Czy polecam ten serial? Nie pamiętam.

Milena Debrovner

piątek, 20 sierpnia 2021

Czy dożyjemy kolejnej części „Avatara”?

 „Avatar

Nieustanne przekładanie premiery kolejnej części „Avatara” powoduje w fanach produkcji wiele skrajnych emocji. Zastanówmy się, czym tym razem zaskoczy James Cameron. Dlaczego film, którego premiera zapowiadana była na rok 2014 jeszcze nie ujrzał światła dziennego? Minęło już ponad 10 lat od pierwszego „Avatara”, a kolejnej części wciąż brak. Mimo to reżyser już zapowiedział, że na drugiej części film się nie skończy. To sprawia, że niektórzy zaczęli zadawać sobie następujące pytanie: Czy dożyjemy kolejnej części „Avatara”?

Według reżysera filmu, Jamesa Camerona, dożyjemy, bo premiera drugiej części aktualnie zapowiadana jest na rok 2022. Można wierzyć lub nie w kolejne obietnice reżysera, ale na pewno któregoś dnia „Avatara” zobaczymy w kinie. Co spowodowało aż takie opóźnienie premiery kolejnej części? Z pewnością nie tylko pandemia COVID-19, bo Cameron przekładał premiery filmu, zanim nastały czasy, kiedy to było konieczne. Prace na planie „Avatara 2” i „Avatara 3” rozpoczęły się dopiero w 2017 roku. Przez dwa lata kręcono zdjęcia za pomocą technologii motion capture (technologia, która umożliwia przechwycenie ruchów aktorów i przeniesienie ich do przestrzeni 3D). Od 2019 roku realizowano zdjęcia tradycyjne, a w marcu 2020 roku produkcję filmu wstrzymało to samo przekleństwo co cały rynek filmowy, czyli pandemia COVID-19. Pomimo pandemii załoga „Avatara” całkiem nieźle z tego wybrnęła, bo Nowa Zelandia dość szybko uporała się z koronawirusem, co umożliwiło ekipie powrót na plan już w czerwcu. Około rok temu James Cameron pochwalił się, że nakręcił już 100% materiału do „Avatara 2”. Może w końcu do premiery filmu bliżej niż dalej. 

Czy wiadomo coś jeszcze na temat kolejnych części „Avatara”? Producenci na Twitterze zdradzili małą tajemnicę odnośnie tego, czego można się spodziewać w kolejnej części. „W sequelu nie tylko powrócicie na Pandorę, ale i zwiedzicie kolejne rejony świata” – gwarantują. Dowodem na to są zdjęcia, które od pewnego czasu krążą po sieci. Krajobrazy z filmu zapierają dech w piersiach. Ostatnio na premierze „Nie oddychaj 2” Stephen Lang, wcielający się w rolę pułkownika Milesa Quaritcha w „Avatarze”, udzielił wywiadu, wypowiadając się przy tym na temat kontynuacji hitu Jamesa Camerona. Aktor przeczytał już scenariusz do wszystkich części filmu. Zdradza, że scenariusz piątej i ostatniej części „Avatara” poruszył go do łez. Stephen Lang zapewnia, że film nie zawiedzie i złapie za serce każdego widza. 

 „Avatar 2”

A co z obsadą w „Avatarach”? Będzie trochę nowych twarzy, ale także pozostanie sporo aktorów z pierwszej części. Zobaczymy ponownie Sama Worthingtona, Sigourney Weaver czy Stephena Langa. Jeśli chodzi o nowe twarze, to największe zaskoczenie z pewnością budzi Kate Winslet. Aktorka miała okazję wcześniej współpracować z reżyserem podczas kręcenia „Titanica”. Niesamowicie mnie ciekawi, jakie zadanie czeka na nią w kinie science fiction Jamesa Camerona. Prawdopodobnie do obsady dołączy Vin Diesel doskonale znany ze słynnej serii „Szybcy i wściekli”. Aktor nie potwierdził jeszcze oficjalnie swojego udziału w filmie, ale na jego profilu w 2019 roku pojawił się filmik z Jamesem Cameronem z hasztagiem #avatar. Poza tym Vin Diesel od zawsze wspominał, że marzy mu się współpraca z Jamesem Cameronem oraz że jest wielkim fanem „Avatara”. Na pytania odnośnie udziału w produkcji odpowiada niejednoznacznie. Być może zobaczymy Vina Diesela dopiero w późniejszych częściach, dlatego na razie nie może potwierdzić swojego udziału w filmie albo producenci po prostu starają się trzymać fanów w ciągłym napięciu. 

Na ten moment premiera filmu przewidywana jest na grudzień 2022 roku, a kolejne części mają następować rok bądź dwa po premierze poprzedniej. Za wiele informacji o kolejnych „Avatarach” nie ma, ale jednego jestem pewna. Film, którego produkcja trwa tyle czasu i do którego podchodzi się z taką precyzją, musi zaskoczyć. Reżyser jest poddany dużej presji, bo zapewne jest świadom, że fani, czekając tyle czasu, liczą na spektakularne widowisko. Myślicie, że tym razem możemy zaufać Jamesowi Cameronowi i w końcu „Avatar” doczeka się swojej premiery?

Michaela Kunda

czwartek, 19 sierpnia 2021

Sport i kino – dwie wielkie namiętności

Zdjęcie: expressvpn.com

Co prawda Igrzyska Olimpijskie w Tokio niedawno się zakończyły, lecz ich echo nadal wybrzmiewa. Podczas nich towarzyszyły nam skrajne emocje, od satysfakcji i euforii, po sceptycyzm czy oburzenie, kiedy obserwowaliśmy dziejące się skandale. Sport, tak samo jak kino, funduje widzowi przeżycia. Nie powinno nas więc dziwić, że twórcy filmowi postanowili te dwa elementy połączyć, karmiąc widzów niezwykłymi obrazami krwi, potu i łez wraz z wielkimi zwycięstwami oraz dotkliwymi porażkami.

Filmy sportowe powstają od czasów kina niemego, jak np. „The Champion” z 1915 roku z Charliem Chaplinem w roli głównej. Scenarzysta i uczony, Eric R. Williams, określił je jako jeden z jedenastu „supergatunków” filmowych. Mogą to być zarówno dokumenty biograficzne, jak i produkcje, które w melodramatycznym albo rozrywkowym klimacie wprowadzają widzów w sportową atmosferę oraz wewnętrzne rozterki zawodników.

Powszechna struktura narracyjna w filmach przedstawiających historie oparte na sporcie obejmuje zdobywanie, a czasem również i utratę szacunku. Sukces kojarzy się nie tyle ze zwycięstwem sportowym, ile z pozyskiwaniem respektu innych. Produkcje te są zakorzenione w ideologii konkurencyjnego indywidualizmu, który jest odrębnym produktem kapitalizmu, ale nie o tym teraz mowa. Tylko tam, gdzie koncepcja szacunku i jego związku z wynikami sportowymi są kwestionowane lub podważane, filmy sportowe mają tendencję do stawiania głębszych pytań o jednostkę w społeczeństwie.

W filmie sportowym rywalizacja i zawody odgrywają kluczową rolę w definiowaniu głównych bohaterów. W szczególności hollywoodzki film sportowy ma dwie ważne konwencje. Pierwsza to utopijne spojrzenie na świat, które zakłada, że ​​każdy, kto ciężko pracuje, jest zdeterminowany i gra fair play, odniesie sukces. Druga jest potrzebą wiarygodności, która jest oparta na podobieństwie do rzeczywistego świata sportu. Dzięki temu powyższa utopijna perspektywa może mieć jakiekolwiek odniesienie do naszego społeczeństwa, które jest przecież tak zawiłe i zróżnicowane. Mówiąc prościej, w swoich próbach przedstawiania wiarygodnych sportowców i wydarzeń sportowych, aby przyciągnąć widzów, filmy hollywoodzkie często dodają własny, oryginalny element komplikujący ich fabułę.

Nie wszystkie dyscypliny sportu cieszą się popularnością wśród filmowców. Ewidentnie preferują oni obszary brutalne lub takie, gdzie dochodzi do bezpośrednich konfrontacji przeciwników. To pozwala wykreować znakomity efekt dramatyczny. Z kolei sporty strategiczne, pozbawione bezpośredniej rywalizacji, będące grą zespołową, zdecydowanie rzadziej trafiają na ekrany. Twórcy oraz widzowie definitywnie wolą jednego bohatera, indywidualistę, który samodzielnie dochodzi na szczyt, bądź z niego spada. Które filmy najlepiej zobrazowały kulisy sukcesów, spektrum wyzwań, przed jakimi stają sportowcy, a także piękno i okrucieństwo ich profesji? Oto cała gama pozycji wartych uwagi.

„Niepokonany Seabiscuit” (2003)

„Niepokonany Seabiscuit”

Film jest luźno oparty na życiu i karierze wyścigowej Seabiscuita, drobnego i niedocenianego konia wyścigowego, którego niespodziewane sukcesy uczyniły go niezwykle popularną sensacją medialną oraz podnosiły na duchu nie tylko stojący za nim zespół, lecz także cały naród Stanów Zjednoczonych w czasach Wielkiego Kryzysu. Opiekę nad zwierzęciem sprawuje trzech mężczyzn: Charles Howard (Jeff Bridges) – zbankrutowany milioner, Tom Smith (Chris Cooper) – cierpiący na artretyzm kowboj i Johnny „Red” Pollard (Tobey Maguire) – dżokej, nie dość, że ciężki, to niewidzący na jedno oko. Łączą swe siły nie tylko po to, by zyskać prestiż poprzez zwycięstwa i spełnić swój osobisty cel, lecz przede wszystkim, aby odzyskać szacunek do samych siebie. „Seabiscuit” otrzymał siedem nominacji do Oscara, w tym za najlepszy film.

„Za wszelką cenę” (2004)

„Za wszelką cenę”

Film Clinta Eastwooda opowiada historię starzejącego się trenera boksu, Frankiego Dunna (Clint Eastwood), i dziewczyny z prowincji – Margaret „Maggie” Fitzgerald (Hilary Swank), która wierzy, że mimo ograniczeń z amatorki może stać się zawodową bokserką. Maggie nie tylko okazuje się być bokserką, jaką Frankie zawsze chciał mieć pod swoimi skrzydłami, lecz również przyjaciółką, która wypełnia wielką pustkę, jaką miał w swoim życiu. Jest to produkcja prosta, głęboka i prawdziwa. Film otrzymał siedem nominacji do Oscara i zdobył cztery statuetki.

„Wielki Mike. The Blind Side” (2009)

„Wielki Mike. The Blind Side”

Michael Oher (Quinton Aaron), bezdomny młody Afroamerykanin z rozbitego domu, zostaje przygarnięty przez Touhysów – zamożną rodzinę, która pomaga mu zrealizować jego potencjał. Jednocześnie obecność Ohera w życiu Touhysów prowadzi do ich własnych, wnikliwych samoanaliz. Jako sportowiec i uczeń chłopak ciężko pracuje i z pomocą oddanego mu trenera oraz nowej, adoptowanej rodziny wyrasta na gwiazdę amerykańskiego futbolu.

„Moneyball” (2011)

„Moneyball”

W 2001 roku klub baseballowy Oakland Athletics przegrywa mecz z drużyną Yankees. Menadżer upadającego klubu, Billy Beane (Brad Pitt), pragnie zrekrutować drużynę przeważającą nad konkurencją i zdolną do zdobycia zwycięstwa w World Series, mimo że pensje zawodników Oakland Athletics wynoszą mniej niż jedna trzecia wynagrodzenia innych, bogatszych drużyn. Ku konsternacji swoich podopiecznych, Beane zatrudnia Petera Branda (Jonah Hill), świeżo upieczonego absolwenta Yale, który selekcjonuje zawodników, używając analizy komputerowej i zaczyna odnosić sukcesy… a przy okazji na zawsze zmienia sposób rozgrywania meczów.

„Wyścig” (2013)

„Wyścig”

Tłem akcji filmu jest seksowny, czarujący złoty wiek wyścigów Formuły 1 w latach 70. Produkcja jest oparta na prawdziwej historii wielkiej sportowej rywalizacji pomiędzy przystojnym angielskim playboyem Jamesem Huntem (Chris Hemsworth) a jego metodycznym, błyskotliwym przeciwnikiem, austriackim kierowcą Nikim Laudą (Daniel Brühl). Obserwujemy ich wyraźnie odmienne osobowości na torze i poza nim, ich miłości oraz zdumiewający sezon 1976, w którym obaj kierowcy byli gotowi zaryzykować wszystko, by zostać mistrzami świata w sporcie, który nie wybacza pomyłek: jeśli popełnisz błąd, możesz przypłacić to życiem.

„Jestem najlepsza. Ja, Tonya” (2017)

„Jestem najlepsza. Ja, Tonya”

Uwielbiana przez ulotną chwilę, potem znienawidzona przez społeczeństwo i media na resztę swego życia. Tonya Harding (Margot Robbie) nigdy nie została w pełni zaakceptowana przez społeczność łyżwiarstwa figurowego, ponieważ nie była z natury symbolem wdzięku, prestiżu i przywilejów, które grupa ta pragnęła reprezentować, mimo że dziewczyna była technicznie uzdolniona i wybitna w tym sporcie. Film ukazuje, że chociaż ostatecznie odniosła pewien sukces w swej dziedzinie, będąc mistrzynią kraju, medalistką mistrzostw świata, olimpijką i pierwszą Amerykanką, która skoczyła potrójnego axla na zawodach, godność i dziedzictwo Harding będą nadszarpnięte, gdyż na zawsze będzie ona kojarzona z jednym z największych skandali w historii sportu, a mianowicie napaścią na główną rywalkę – Nancy Kerrigan.

„Najlepszy” (2017)

„Najlepszy”

Obraz z naszego rodzimego podwórka. Jest to pełna morderczego wysiłku, wzlotów i upadków, a także niesłabnącej determinacji historia inspirowana życiem Jerzego Górskiego, chłopaka mającego na swoim koncie konflikty z prawem oraz problemy z narkotykami. Po leczeniu wrócił do codzienności, między innymi zatrudniając się na basenie, gdzie zwrócił na siebie uwagę kierownika ośrodka, który zaczął go trenować. Jurek ukończył bieg śmierci oraz ustanowił rekord świata w triathlonowych mistrzostwach świata, zdobywając tytuł mistrza na dystansie Double Ironman.

„King Richard” (2021)

„King Richard”

Film będziemy mogli dopiero zobaczyć po jego premierze 19 listopada bieżącego roku, lecz warto o nim wspomnieć, gdyż zapowiada się na najciekawszą produkcję sportową w tym sezonie. Będziemy mogli spojrzeć na to, jak supergwiazdy tenisa, Venus i Serena Williams, stały się wybitnymi sportsmenkami wytrenowanymi przez ojca – Richarda Williamsa (Will Smith). Scenariusz znalazł się na Czarnej Liście 2018 – corocznym przeglądzie dobrze przyjętych, niewyprodukowanych scenariuszy. Lista została stworzona na podstawie sugestii ponad 250 ludzi filmu.

Milena Debrovner