piątek, 26 lipca 2019

Filmowo i teatralnie na Nowych Horyzontach


Weekend na festiwalu zapowiada się interesująco. Razem z Błażejem Grzechnikiem, dyrektorem marketingu i PR festiwalu, polecam sobotnie projekcje.

Nazywam się Greta


Brazylijską balladę queerową wyreżyserował Armando Praça, opowiada o pielęgniarzu szukającym bliskości z pacjentami. Pielęgniarz Pedro szuka gasnącego powodzenia i szczęścia. Projekcja dziś i w przyszłą sobotę o godzinie 9.45, w poniedziałek o godzinie 21.45. 

Między morzem a oceanem

W sekcji Mistrzowie festiwal prezentuje kolejny film reżysera, którego znają widzowie Nowych Horyzontów. Isaki Lacuesta wraca, by opowiedzieć dalszy ciąg losów bohaterów Legendy o czasie. Dwaj romscy chłopcy dorastają po śmierci ojca. – Film przyjaźni i męskości jest subtelny, delikatny – poleca Błażej Grzechnik. Projekcje: w sobotę o godzinie 16, w poniedziałek o godzinie 10, w czwartek o 13 i w następną niedzielę o godzinie 18. 

Jessica Forever


Tytułowa Jessica opiekuje się nastoletnimi sierotami, muszą przetrwać w nieprzyjaznym świecie. Debiut Caroline Poggi i Jonathana Vinela jest oryginalną wariacją na temat sf. Projekcje: w sobotę o godzinie 19, w niedzielę o 10, w piątek o 21.45. 

Deerskin

Quentin Dupieux zawojował sekcję Piętnastka Reżyserów na ostatnim MFF w Cannes. Nic dziwnego, bo szalona opowieść o kurtce z frędzlami, która jest główną postacią nie tylko w filmie, ale też w głowie bohatera, po prostu wciąga widzów... w swoiste szaleństwo. Opowieść bardzo nowohoryzontowa i przekraczająca granice wyobraźni. Projekcje: w sobotę i w poniedziałek o 21.45, w przyszłą sobotę o godzinie 22.15 i kończącą festiwal niedzielę o 13.15. 

Spektakl Chroma. Księga kolorów


Festiwal razem z Teatrem Muzycznym Capitol zaprasza na spektakl. Prapremiera światowa w sobotę, następne spektakle w niedzielę i w poniedziałek, ale niestety biletów już nie ma. Są na wtorek, na godzinę 19 – sprzedaż prowadzi MFF Nowe Horyzonty. Już jestem ciekawa tej inscenizacji książki Dereka Jarmana. Wybitny brytyjski reżyser zajął się kolorami z niecodziennej perspektywy – umierając na AIDS i tracąc wzrok. Spektakl wyreżyserował Rafał Matusz, a wystąpią: Przemysław Kozłowski (na co dzień aktor Wrocławskiego Teatru Współczesnego) i Błażej Wójcik. 

Małgorzata Matuszewska

Fot. Arte France Cinéma, Photographers Maziarz/Rajter, materiały prasowe Festiwalu

czwartek, 25 lipca 2019

19. MFF Nowe Horyzonty: ścieżką od Gali Otwarcia ku wolności

Festiwal w czwartkowy wieczór stanowczo sprzeciwił się nienawiści i brakowi tolerancji. 


Odkrycia są najciekawsze. Dzielimy się nimi, pokazujemy filmy, które inspirują, otwierają głowy i mogą przyczynić się do tego, że będziemy widzieć nowe horyzonty – mówił podczas Gali Otwarcia Roman Gutek, twórca festiwalu. 


Według Romana Gutka filmy prezentowane na festiwalu pokazują odmienność, świat w jego złożoności i są potwierdzeniem faktu, że owa odmienność nikomu nie zagraża. Uczą, że niezależność myślenia w czasach, kiedy wokół jest dużo autorytaryzmu, jest bronią przeciw złu. 

Marcin Pieńkowski, dyrektor artystyczny MFF Nowe Horyzonty, powiedział: – W kinowej sali jesteśmy wolni i równi. Życzę tego samego poza kinem, żeby nikt nigdy nie mówił nam, kogo i jak mamy kochać – podkreślił. 

Cieszę się bardzo, że w ten sposób najważniejszy dziś festiwal filmowy w Polsce pokazał swoją wyjątkową klasę, niezależność i umiejętność poszukiwania. 

Jacek Sutryk, prezydent miasta, pozdrowił nas życzeniami fantastycznych przeżyć z krótkiego filmu, nakręconego podczas urlopu. Zapewnił, że wciąż będzie wspierał Nowe Horyzonty. Pierwszym i najbardziej widocznym dowodem są wieczorne otwarte pokazy filmów w Rynku, koło fontanny, które przez lata stały się dobrą tradycją, a w zeszłym roku ich nie było. Teraz wracają w wielkim stylu. 

„Portret kobiety w ogniu” wizerunkiem naszej wolności

Tak się złożyło, że na otwarcie szefowie festiwalu już dawno wybrali film odpowiadający na tragiczne wydarzenia w Białymstoku, korespondujący z pragnieniem wolności, zrozumienia dla odmienności, tolerancji. Film nagrodziliśmy wielkimi brawami, a Céline Sciamma – reżyserka i Adèle Haenel, filmowa Héloise, musiały być chyba szczęśliwe. 


Zdaje się, że XVIII-wieczne kobiety, bohaterki tej opowieści, nie różnią się zbytnio od nas samych. Trochę mnie dziwi ich odwaga. To film nasycony emocjami i pasją życia widoczną w każdym kobiecym spojrzeniu. Zachwycają precyzyjne zdjęcia. Wydaje się, że scenariusz został wręcz skrojony właśnie pod Nowe Horyzonty, bo wypatrywanie tego, co ukryte za widnokręgiem, co tajemnicze, dobre, widać w każdym ujęciu, od morza po chmurne oczy malarki. 


Film znajdzie się w październiku w kinach, a na festiwalu można go obejrzeć także w piątek o godzinie 15.30, w sobotę o godzinie 9.45 i 3 sierpnia o godzinie 12.45 – wszystkie pokazy będą w Kinie Nowe Horyzonty.

Polecamy piątkowe projekcje

Od kilku lat proszę o polecenie filmów Błażeja Grzechnika, dyrektora marketingu i PR festiwalu. 

Wie, na co jeszcze można się dostać w danym dniu i świetnie się orientuje w gąszczu ponad 600 seansów. Na piątek poleca filmy: 

„Wysoka dziewczyna” w reżyserii Kantemira Bałagowa, w którym reżyser zabiera widzów do Leningradu zniszczonego wojną, w którym wojna się co prawda skończyła, ale ludzkie dramaty trwają. W Cannes dostał dwie nagrody w sekcji Inne Spojrzenie. 

„Roma” Alfonsa Cuaróna to filmowa lektura obowiązkowa. Film zdobył trzy statuetki Oscara i wiele kinnych nagród, a jest skromną opowieścią o społeczności stolicy Meksyku. 

„Zimowe dziecko” jest znakomitym wstępem do zaprzyjaźnienia się z obrazami Oliviera Assayasa, tym razem znakomity twórca opowiada o przechodzeniu z roli syna do ojca. 

„Lato” Kiryła Serebrennikowa, czyli miłość, przyjaźń i muzyka w późnym Związku Radzieckim to znakomity wstęp do pokazów w Rynku. 

Małgorzata Matuszewska

Fot. BTW Photographers Maziarz/Rajter i Lilies Films

wtorek, 16 lipca 2019

Nowe Horyzonty: otwieramy się, by chłonąć to, co najlepsze w kinie

Marcin Pieńkowski, dyrektor artystyczny 19. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty, opowiada o wyzwaniach, szansach i radości filmowego święta. Sprzedaż biletów na poszczególne seanse rozpocznie się w środę, 17 lipca o godzinie 12:00. Festiwal trwać będzie od 25 lipca do 4 sierpnia. Filmy zobaczymy w Kinie Nowe Horyzonty, DCF-ie, ale Nowe Horyzonty będą gościć w wielu miejscach Wrocławia. 


Trzeci raz szefujesz artystycznie Nowym Horyzontom. To coraz łatwiejsza praca?

Nie, wręcz przeciwnie. Wśród wielu rzeczy, które nie były proste, przypominam sobie kilka małych tytułów, o które trzeba było walczyć. I przecież wciąż chodzi o to, żeby zaskakiwać widza. Nie możemy myśleć: „zrobimy kilka retrospektyw, damy trochę nowych filmów i mamy festiwal”. W Polsce nie ma chyba drugiego festiwalu, który miałby tak bardzo wymagającą publiczność, jak nasz. To wielka wartość i duża presja. 

Ciągle szukacie nowych horyzontów. Na przykład na otwarciu nie będzie filmu Almodóvara...

Ostatnie dwa lata były już zaskoczeniem dla tych, którzy spodziewali się gali otwarcia z filmem bardzo uznanego twórcy. W zeszłym roku otwieraliśmy „Kafarnaum”, który jeszcze nie był głośnym filmem, ale zdecydowaliśmy się właśnie nim otworzyć festiwal. Nadine Labaki nie była jeszcze bardzo znana, to dopiero jej trzeci film, a okazał się strzałem w dziesiątkę. Można było pokazać inny bardzo głośny film bardzo głośnego reżysera. W tym roku obraz otwierający festiwal: „Portret kobiety w ogniu” w reżyserii Céline Sciammy jest po prostu bardzo piękny. Kończymy „Pewnego razu... w Hollywood” Quentina Tarantino – to wielkie „bum” na finał. A na początek będzie film o miłości, reprezentujący kino bardzo emocjonalne, subtelne, eleganckie, po prostu nasze ukochane. Nie musimy pokazywać „Bólu i blasku” Pedra Almodóvara na początku, ten film i tak wszyscy zobaczą. Oferując rangę filmu otwarcia obrazowi mniej znanego twórcy, dajemy temu filmowi szansę na rozpoznawalność, a to jest bardzo istotne. 

Mieszkańców Wrocławia cieszy , że tu otwierają się nowe horyzonty także na Wrocław. Bo ten festiwal jest coraz bardziej zakorzeniony w mieście, współpracujecie z wieloma instytucjami.

Tak, w tym roku padł chyba rekord. Nasz dział marketingu śmieje się, że nie pomieścimy wszystkich logotypów. Wśród naszych partnerów są: Wrocławski Teatr Współczesny, Wrocławski Teatr Pantomimy, Teatr Muzyczny Capitol, BWA Studio, Krupa Gallery, Galeria Miejska, OP ENHEIM. Cieszymy się, że nie musimy przyjeżdżać do Wrocławia z gotowym produktem z zewnątrz, ale staramy się współpracować z ludźmi stąd. To dlatego, że wrocławska scena artystyczna jest znakomita. 

Które filmy są najbardziej nowohoryzontowe, otwierające nas, widzów? 

To zależy od wrażliwości każdego człowieka. Dla mnie to inne obrazy, dla Romana Gutka inne, dla Ewy Szabłowskiej czy Małgosi Sadowskiej jeszcze inne. Na pewno konkurs i retrospektywy zasługują na to miano. Te retrospektywy, które wybraliśmy w tym roku, nie są proste. Mogliśmy wrócić np. do Luisa Buñuela, ale to byłoby zbyt proste. Chcemy naprawdę pomęczyć się przez rok, szukając kopii, praw do filmów, szperając, rozmawiając i znajdując perły. Czasami to jest naprawdę tytaniczna praca. Żeby zrobić małą retrospektywę Shūjiego Terayamy, jednego z najwybitniejszych awangardowych reformatorów japońskiego kina i teatru, trzeba było mieć człowieka w Japonii, mówiącego po japońsku i mogącego nakłonić wytwórnie do użyczenia filmów i zgody na projekcje. Olivier Assayas to twórca współczesny, ale zdobycie jego filmów wcale nie było łatwe. Na pewno „Retrospektywy”, „Odkrycia” i „Lost lost lost” to najbardziej nowohoryzontowe sekcje. Oczywiście, nasi najbardziej „zatwardziali nowohoryzontowicze” chcą jeszcze bardziej radykalnego kina i o nie się staramy, jest obecne na festiwalu. 

W tym roku pierwszy raz całe DCF, a nie tylko niektóre sale, będzie drugim kinem festiwalowym. To kino wygodne i nowoczesne...

Jest naturalnym miejscem dla festiwalu. I to jest fajne, że dwa kina, z oczywistych powodów konkurujące ze sobą przez cały rok, latem jednoczą się na święto kina, robią coś fantastycznego dla widzów. To wynik świetnej współpracy z Jarosławem Perdutą, dyrektorem DCF-u i całym zespołem. 

Wszystkie filmy obejrzałeś?

Nie, nie da się! Obejrzałem około 500 filmów, dzielimy się pracą. Nie widziałem może kilkunastu tytułów, ale staram się oglądać jak najwięcej. Zapewne podczas festiwalu nic już nie zobaczę. To ogromny festiwal: 220 filmów pełnometrażowych. Zawsze podajemy liczbę filmów pełnometrażowych. Łatwo jest podać niesamowitą liczbę pokazywanych filmów, wśród których są krótkie, więc tworzy się wrażenie, że festiwal pokazuje 450 obrazów, a tak naprawdę 200 z nich to filmy krótkometrażowe. Zawsze podajemy ilość filmów długometrażowych, bo ta liczba pokazuje skalę festiwalu. 

Ważne są spotkania branżowe...

Polish Days jest wyjątkowy, w tym roku będzie rekordowa liczba uczestników z zagranicy, ze wszystkich najważniejszych festiwali: z Cannes, Berlinale, Sundance, Toronto. To jest efekt pracy wielu osób przez wiele lat, m.in. pracy Joanny Łapińskiej, poprzedniej dyrektorki artystycznej imprezy, Weroniki Czołnowskiej, która zajmuje się wydarzeniami branżowymi i mojej. Nie jest tak, że pisze się e-mail do szefa programowego Berlinale i on przyjeżdża, bo nie był wcześniej we Wrocławiu. Trzeba się spotkać dwa – trzy razy, żeby go przekonać, że to dobre miejsce. Takich zaproszeń w skrzynce mejlowej ma pewnie kilkaset rocznie, więc w naszej ofercie musi znaleźć iskrę, która go zachęci do odwiedzenia Wrocławia. 

Rozmawiała Małgorzata Matuszewska

Fot. Filip Basara