środa, 27 marca 2019

Sputnik nad Wrocławiem



Filmy rosyjskie bywają świetne. Wystarczy przypomnieć Nikitę Michałkowa (wspominam „Oczy czarne” z Marcello Mastroiannim albo choćby „Spalonych słońcem” – fenomenalny obraz, nagrodzony Oscarem dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego), jego brata Andrieja Konczałowskiego (pamiętna „Syberiada”), Andrieja Zwiagincewa i jego „Lewiatana” oraz „Niemiłość”.

Kino rosyjskie jest niewątpliwie warte szczególnej uwagi. Do DCF-u nadciąga Sputnik – będzie można obejrzeć najlepsze tytuły 12. Festiwalu Filmów Rosyjskich „Sputnik nad Polską”.

Pierwszy pokaz już w czwartek o godzinie 10 – organizatorzy zapraszają na wyprawa do cyrku. W programie projekcja „Lili” Antona Czyżykowa i Ilji Czyżykowa, akcja toczy się właśnie w objazdowym cyrku. Na ten film mogą się wybrać młodzi widzowie, bo jest adresowany do młodzieży.

W czwartkowy wieczór debiut Władimira Bitokova – „Głębokie rzeki”. Reżyser zabierze nas do kabardyjskiej wioski, czyli na północny Kaukaz, skąd pochodzi. „Głębokie rzeki” to pierwszy film w historii, w całości nakręcony w języku kabardyńskim, a jego twórca nie zatrudnił wielu profesjonalnych aktorów....

Od zawsze dobrze rozumiemy Rosjan. Może to wspólna „słowiańska dusza”, może wspólnota przeżyć? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Na pewno warto dowiedzieć się, jak Rosjanie radzą sobie z kontrastami postaw życiowych („Ambiwalencja”, reżyseria Anton Bilżo), porównać ujęcia fascynującej Syberii z „Syberiady” z pokazanymi w filmie „Dwoje” (reżyseria Timofiej Żałnin). Czy losy polskich i rosyjskich menadżerów są podobne? („Słonie mogą w piłkę grać”, reżyseria Michaił Segał). Współczesne rosyjskie realia: korupcja sądów, bezkarność mundurowych służb też są warte poznania („Podrzutki”, reżyseria Iwan T. Twierdowskij). Widzowie, którym nie jest obojętny los zwierząt, powinni wybrać się na „Serce świata” – reżyserka Natalia Mieszczaninowa opowiada o ośrodku szkoleniowym dla psów myśliwskich.


Małgorzata Matuszewska

Fot. materiały prasowe DCF

piątek, 22 marca 2019

Energia Wrocławia z Markiem Krajewskim



Jego pierwszy kryminał – „Śmierć w Breslau” – zachwycił mnie. Nie tylko zagadką kryminalną, ale Wrocławiem. Bo Marek Krajewski z pasją eksploruje Wrocław, ten stary (Breslau), miasto zagadkowe i pasjonujące. 

Potem były inne książki, autor odkrywał przed nami kryminalny Wrocław i Lwów. Kto raz się zaczytał w jego powieściach, zapewne przy nich został i czeka na nowości. A tych przecież nie brakuje. 

Niewątpliwie Marek Krajewski ma energię i to energię wrocławską. Znakomity pisarz zna Wrocław bardzo dobrze. I to nie tylko współczesne sobie miasto. Potrafi prowadzić po przedwojennych ścieżkach z pasją, budując napięcie i porywając czytelników. Pamiętam, że Herbert Anwaldt i Eberhard Mock – bohaterowie "Śmierci w Breslau" – otworzyli mi oczy na stare-nowe miasto, w którym przecież mieszkam. To również dzięki Krajewskiemu miasto pokazało mi swoją pełną zagadek stronę. 

Rąbek tajemnicy

Dobra lektura zwykle sprawia, że czytelnik interesuje się życiem prywatnym autora. Nie, wcale nie jego prywatnością! Zawsze ciekawi mnie, jakie tropy zaprowadziły autora do jego książek. Co czytał, co oglądał, co mu się podobało. Wiem, że Marek Krajewski lubi Raymonda Chandlera, ale na pewno nie tylko tego autora. 

DCF odsłania przed czytelnikami, ciekawskimi, jak ja, nową strefę. W cyklu „Energia Wrocławia” znani wrocławianie przedstawiają ważne dla nich filmy. Niedawno Konrad Imiela, aktor, reżyser, dyrektor Teatru Muzycznego Capitol, zaprosił widzów na spotkanie z filmem „Człowiek, który spadł na ziemię”. 

Zainteresowania Marka Krajewskiego, filologa klasycznego, językoznawcy, filozofa są warte poznania. Na pewno opowie, dlaczego na spotkanie z Państwem wybrał właśnie ten film. Czy Eberhard Mock miał swój pierwowzór w Paryżu?

Marek Krajewski poleca film: „36”

Byłabym zdumiona, gdyby pisarz wybrał np. komedię. Na razie nie zawiódł oczekiwań swoich fanów i pokaże nam klasyczny, sensacyjny film pt. „36”, zrealizowany przez mistrzów tego gatunku – Francuzów. Obraz wyreżyserował Olivier Marchal – zanim został reżyserem i scenarzystą, był policjantem, więc zna się na policyjnej robocie. To współczesny czarny kryminał, nominowany do francuskich Oscarów – Cezarów. W jednej z głównych ról wystąpił Daniel Auteuil, a zobaczenie tego wybitnego aktora na ekranie to zawsze jest niezwykła gratka. To on był Henrykiem z Nawarry w „Królowej Margot”, w „Dziewczynie na moście” zagrał cyrkowca, pamiętam jego znakomitą rolę w „Mojej ulubionej porze roku”, u boku Catherine Deneuve. Zawsze przykuwa uwagę widzów.

W „36” zagrał jednego z dowódców oddziałów antyterrorystycznych. Drugim jest Gerard Depardieu, którego niewątpliwie nikomu nie trzeba przedstawiać. 

Akcja filmu toczy się w Paryżu, gdzie na opancerzone furgonetki z pieniędzmi napada gang. Szef komendy głównej policji przy 36, Quai des Orfevres (Nabrzeże Jubilerów 36) wzywa do swojej siedziby dowódców dwóch oddziałów antyterrorystycznych. Panowie ze sobą rywalizują. Komendant stawia przed nimi sprawę jasno…

Warto też wspomnieć, że Marek Krajewski pracował kiedyś w firmie jubilerskiej. Może o tym też opowie swoim fanom?

Małgorzata Matuszewska

Fot. materiały prasowe DCF

piątek, 15 marca 2019

Bardzo bliskie ukraińskie kino




Ukraińców spotykam wszędzie, zaczynając już za progiem, na korytarzu mojego domu, w tramwaju, w autobusie, w centrum miasta i na obrzeżach. Coraz częściej zdarza się, że pytam o drogę przechodnia i odpowiada łamaną polszczyzną. Zdaje się, że co dziesiąty wrocławianin to Ukrainiec. Są blisko, oni i ich kultura. Warto poznać ich zwyczaje, tradycje, po prostu ich życie.

Pamiętam, kiedy gościli 11 czerwca 2016 roku na placu Uniwersyteckim, w czasie specjalnego dnia, zorganizowanego przez

Chrisa Baldwina, kuratora Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016. Pokazali wtedy świetnie swoją historię.

Bardzo lubię „Nowych” Kuby Tabisza. Na niedawny przegląd „Teatr na faktach” w Instytucie Grotowskiego wyreżyserował spektakl z młodymi Ukraińcami opowiadającymi o swoich wrocławskich losach. Majdan i polityka też pojawiają się w tych opowieściach (przy powstawaniu pierogów!), ale goście z Kijowa, Lwowa i Doniecka pokazują także nas. Tak, nas, bo interesująco dla zasiedziałych we Wrocławiu mieszkańców postrzegają nas i nasze problemy.

Warto walczyć o marzenia

DCF prezentuje najmłodsze kino ukraińskie. W sobotę o godzinie 20 – „Kiedy upadają drzewa” Marysi Nikitiuk, debiutantki. – Film ma dwie zalety: bardzo dobry scenariusz, bo jego autorką jest reżyserka, która w ojczyźnie zadebiutowała jako literatka, a ma wielki talent. Ta opowieść jest wielowątkowa, polifoniczna, autorka przeplata naturalizm z magicznym realizmem. Cenię film za warstwę wizualną i świetne zdjęcia Polaków: Michała Englerta i Mateusza Wichłacza – mówi Anna Ursulenko, adiunkt w Instytucie Filologii Słowiańskiej Uwr., kuratorka cyklu „Kino Ukraina”. I śmieje się, że z jej wyborów filmów do cyklu wynika, że współczesne ukraińskie kino jest mocno sfeminizowane. O czym opowiadają twórcy? – Oczywiście o wojnie, choć nie ma bardzo wiele filmów na jej temat, w gatunkowym kinie dominuje komedia. I każdy reżyser ma własny świat, do którego zaprasza widzów – tłumaczy Anna Ursulenko.

Marysia Nikitiuk akcje umieściła w wiosce, gdzie dziewczynka poznaje życie, obserwując romans nastoletniej kuzynki. Kiedy ukochany przestępca ucieka, kuzynka dziewczynki zostaje zmuszona do ślubu z innym. Obie przekonają się, czym jest walka o marzenia.

Ponoć krytycy mówią o filmie, że jest „świeżym powiewem ze Wschodu” i „prawdziwym odrodzeniem kina ukraińskiego. Scenariusz filmu zdobył Nagrodę ScripTeast im. Krzysztof Kieślowskiego! Film pokazany został już na Berlinale, w sekcji Panorama. To tam selekcjonerzy zapraszają odważne i niekonwencjonalne filmy.

Po pokazie będzie można porozmawiać z Tomaszem Sikorą – muzykiem zespołu Karbido, kompozytorem, założycielem niezależnej oficyny wydawniczej Hermetyczny Garaż. Gość świetnie zna się na ukraińskiej kulturze, jeździ tam i zna problemy Ukrainy. Współpracuje m.in. z Jurijem Andruchowyczem, pierwszym laureatem naszej wrocławskiej Nagrody Angelus dla autorów najlepszej środkowoeuropejskiej prozy. Organizuje Festiwal Twórczej Współpracy WROCloveUKRAINA.

– 10 lat temu właściwie nie było ukraińskiego kina – tłumaczy Sikora. – A przecież twórcy mają mnóstwo do powiedzenia i dziś już można organizować przeglądy. Zwiastunem nowości był film „Plemię” o niesłyszącym chłopaku, który musi znaleźć miejsce w internacie pełnym układów – zauważa.

Przekonajmy się, że kino ukraińskie jest interesujące.


Małgorzata Matuszewska

Fot. materiały prasowe DCF